951like
  350Wasze listy
 50Artykuły
  310Godziny szkoleń

 

 

przero

Fot. Szymon Kapeja - dziękujemy!

Podobno każda para ma jakąś swoją niezwykłą historię poznania… i wcale nie zawsze jest to scena niczym z komedii romantycznej, kiedy wychodząc zza zakrętu z kartonem książek wpadasz na swoją wymarzoną drugą połowę. Nie mniej jednak  każda opowieść dla osób, których dotyczy jest z pewnością niezwykłym momentem życia, tak jak i samo zakochanie! Przecież wtedy wszystko wydaje się piękne i proste, wszelkie bariery (odległość, język, religia…) są do przezwyciężenia, a przyszłość euforycznie oczywista. Głowa w chmurach, serce kołacze, a w brzuchu fruwa tysiące kolorowych motyli... 

Zazwyczaj jest to okres związany z bezkrytycznym wręcz stosunkiem do relacji oraz idealizowania partnera/partnerki. Przypadkowa plątanina elementów: jakiś gest, słowo, cecha charakteru, piegi na nosie, talent lub wartość którą wyjątkowo cenimy i już druga osoba wydaje się nam perfekcjyna!

Powiedzenie sobie „tak” na intymność i namiętność, a także wspólny mit założycielski to czynniki które właśnie budują pierwsze rozdziały Waszej miłosnej historii. A jak napisał Arnold Mindell początek owej historii to nic innego jak kolejne wydarzenia, fakty, realne przeżycia, którym i Ty i druga połowa nadajecie szczególne symboliczne znaczenie tworzące Waszą niezwykłą opowieść. To Wasz osobisty sen, który zapoczątkowuje całą relację i trwa, aż do samego końca…

 

Jak jest więc Wasza historia? Jak się poznaliście? Jakie towarzyszyły Wam uczucia, myśli? Co urzekło Was najbardziej? J

Zapraszam Was do podzielenia się swoimi opowieściami w komentarzach, a także do innej formy współpracy, w której Wasza historia ostanie opublikowana jako odrębny wpis na stronie!

Ślijcie swoje historie na adres:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

A poniżej prezentuję Wam naszą historię… moimi oczami i moim sercem  ;)

Czekałyśmy przy tej drodze we Wrocławiu chyba z dwie godziny zanim dojechał autobus z Poznania, który miał nas zabrać w podróż na studencki obóz do Czarnogóry. Po zjedzeniu trzech lodów i wypiciu dwóch litrów wody autokar w końcu się zjawił. Byłyśmy przekonane, że dostaniemy tandetne fotele na samym przodzie, gdzie zazwyczaj zasiadają Ci „spokojniejsi”…, ale ku naszemu zdziwieniu dostały nam się dwa miejsca na samym tyle wśród dobrze już porobionych kolesi… Kiedy doszłyśmy na wyznaczone "siedziska" mijając kupę pustych butelek, zawodnika leżącego wzdłuż foteli, dziewczynę która polewała wszystkim wódkę w stroju kąpielowym – zobaczyłam Ciebie! Uśmiechnięty od ucha do ucha, jakiś młody chłopak który zaproponował, że pomoże nam poukładać ciężkie torby podręczne. I chociaż nie byłeś w moim typie, a bardziej niż ja była Tobą zainteresowana moja koleżanka, to fantastycznie mi się z Tobą rozmawiało (tym bardziej, że wydałeś mi się pierwszym normalnym facetem, którego poznałam od zakończenie mojej poprzedniej relacji). Byłeś ciekawy... bawiłeś mnie swoimi opowieściami/dowcipami/zaczepkami i tym, że słodycze nazywałeś łakociami…Pamiętam, że kiedy powiedziałam  Ci skąd jestem to nie mogłeś uwierzyć, że jest jeszcze coś poniżej Rzeszowa – oczywiście żartowałeś, ale wtedy byłam mocno zirytowana i powiedziałam dosadnie, że mój Sanok – to taka brama Bieszad (Bieszczadów) jest i nikt mi nie będzie gadał, że nie wie gdzie to jest! I chyba musiało Ci to utknąć w pamięci, bo później często to powtarzałeś, nazywając mnie dziewczyną z Bieszczad!

Praktycznie od kiedy dojechaliśmy do Czarnogóry my ( ja i A.) oraz Twoja paczka stworzyliśmy jedną drużynę, która spędzała ze sobą każdą chwilę i chociaż nie spodziewałam się takiego obrotu spraw (bo przecież nie planowałam żadnych wakacyjnych "miłostek") po jednej z pierwszych imprez, na której przetańczyliśmy praktycznie razem każdą piosenkę  – coś małego między nami zaiskrzyło. Pamiętam jak wtedy pierwszy raz długo rozmawialiśmy, poznając się – wtedy też prowadziłeś mnie pod rękę całą drogę do hotelu, gdyż jak w dobrej komedii romantycznej - obtarły mnie moje nowe, specjalnie kupione na ten wyjazd - szpilki ;)

Kolejnego wieczoru impreza została zorganizowana na plaży- oczywiście również dużo tańczyliśmy, a zaraz po jej zakończeniu z zawrotną prędkością przegrałam z Tobą w zakładzie - nasz pierwszy pocałunek! Założyłam się z Tobą o to, że nie masz na drugie imię „Wowo” … bo przecież to było niemożliwe, żebyś tak miał – nie ma takiego imienia (tak wtedy myślałam)! A jednak… dowód osobisty mówił sam za siebie i jak byk przy drugim imieniu znajduje się sławny "Wowo" ! No cóż... musiałam podarować Ci swoją nagrodę... "Z wielkim wręcz ucuiem porażki" ochoczo złożyłam pocałunek na Twoich ustach :) - zaplanowałeś to? A może to był mój pomysł? – szczerze, moment samego zakładu gdzieś mi umknął. Jednak to co najważniejsze, oczywiście pamiętam. A mianowicie... kiedy znalazłam się już w Twoich objęciach i razem wsłuchiwaliśmy się w szum morza… Czy zatem już wtedy czułam, że ta znajomość będzie miała ciąg dalszy? Absolutnie! Nawet przez głowę mi to nie przeszło...

Kiedy jednak następnego dnia pojechałam na wycieczkę do Albanii, której Ty nie wybrałeś, z "niewiadomych powodów" czułam się zawiedziona… a jeszcze bardziej wtedy, kiedy po powrocie zobaczyłam Cie na plaży tańczącego z jakąś tlenioną blondynką w czerwonej sukience! Dlaczego? Sama nie wiem... Przecież nie byliśmy parą, nie miałam prawa być zła..., a mimo to wkurzyłam się totalnie i od tak po prostu, poszłam położyć się spać. Kiedy nad samym ranem już prawie zasypiałam - Ty zapukałeś do naszych drzwi i jak gdyby nigdy nic zaprosiłeś mnie na poranny wschód słońca. Pamiętam, że z małym zawahaniem... (bo przecież byłam obrażona, bo przecież nie wybrałeś czasu ze mną, bo przecież po przyjeździe z Albanii zamiast na mnie czekać, tańczyłeś z jakąś "pokraką", bo.... ) zgodziłam się. Szliśmy małymi alejkami, a Ty opowiadałeś mi o swoim pierwszym aucie, o dziadku który ma gołębnik, o koszykówce bez której nie możesz żyć… słuchałeś moich opowieści o psychologii, o moich życiowych rozterkach i niezliczonych marzeniach. I wtedy nastał ten moment... w pewnej chwili, kiedy głośno się śmialiśmy, spojrzałeś na mnie z stonowaną lecz wciąż pogodną miną , złapałeś mnie za ramiona i... pocałowałeś mnie! Staliśmy na nadmorskich bulwarach... wiatr lekko poruszał falami, na niebie powoli wznosiło się słońce... a my staliśmy i od tak po prostu się całowaliśmy - delikatnie, subtelnie... zupełnie inaczej niż poprzedniej nocy. I wtedy... właśnie wtedy - poczułam, że robi się tak jakoś magicznie… jakby ktoś przełożył kartę papieru w książce mojego życia i zaczął pisać jakiś nowy, bardzo ciekawy rodział...

Koljny dzień spędziliśmy ze wszystkimi na plaży zupełnie nie pokazując nikomu, że między nami cokolwiek i kiedykolwiek miało miejsce. Tzn. ja chciałam... ale wydwało mi się, że Ty faktycznie chcesz to ukryć przed światem.  Pomyślałam wtedy, że może z Twojej strony to była po prostu zwykła gra, jakiś kaprys, wybryk...a ja byłam jakąś tam kolejną dziewczyną, która po chwili po prostu znudziła Ci się. Kiedy jednak wieczorem, tańcząc z dziewczynami na barze zobaczyłam z daleka Twój wzrok i to jaki jesteś zazdrosny… wiedziałam od razu, że zależy Ci na tej znajomości! Pomyślałam wtedy, że powinnam zaryzykować i nawet jeśli nic z tego nie będzie, rzucić się w wir wakacyjnego romansu! Bo dlaczego nie? Przecież nic nie stało mi na przeszkodzie... młoda, wolna, bez zobowiązań wobec kogokolwiek. Zeskoczyłam z baru, odnalazłam Cię w tłumie i porwałam do tańca… jeszcze tej samej nocy, dostałam od Ciebie bukiet pięknych róż, którymi chwaliłam się wszystkim dookoła. Czułam się jak królową nocy… i tak też szalałam - tańczyłam, piłam, znowu tańczyłam i znowu piłam... tak, że w rezultacie  przesadziłam z alkoholem – a Ty (aż głupio się przyznać) niosłeś mnie na rękach do swojego pokoju po ponad 170 schodach. I chociaż pierwsza wspólna noc powinna wyglądać choć trochę romantycznie, nasza skończyła się totalnym fiaskiem = trzymaniem mi włosów nad toaletą. Pamiętam, że kiedy otrzeźwiałam i zobaczyłam, że nie jestem w swoim pokoju, a do mojej głowy dotarły "fatalne" wydarzenia zeszłej nocy... pomyślałam, że spalę się ze wstydu. Chciałam uciec na drugi koniec świata, byleby nie patrzeć Ci w oczy :D . Jednak na dłuższą metę nie dało uciec się wzrokiem i nasze spojrzenia musiały się spotkać. Zaczęłam Cię przepraszać, dziękować za opiekę i tłumaczyć się na wszystkie możliwe sposoby. Ty jednak wcale tego nie potrzebowałeś... okazało się, że jesteś bardzo wyrozumiały, a całą sytuację szybko obróciłeś w żart.

Następne dni mijały nam na dalszym wspólnym spędzaniu czasu. I chociaż Twoi koledzy wciąż powtarzali mi, że jesteś „przyjacielem wszystkich kobiet”, że lepiej nie dawać dużych szans na tą znajomość … ja postanowiłam wcale tego nie słuchać. Z dnia na dzień chciałam, żeby ten wakacyjny romans trwał jak najdłużej. Tym bardziej, że w ostatnich dniach zachowywaliśmy się prawie jak para... publicznie trzymaliśmy się za ręce, jedliśmy razem posiłki, a Ty nawet zrobiłeś mi prawdziwą scenę zazdrości (pamiętasz kwiatka, którego dostałam od kolegi z obozu a Ty rzuciłeś go na ziemię i podeptałeś?! Haha – zazdrośnik :P )!

Kiedy już wiedziałam, że koniec zbliża się nieubłaganie – chciałam zakończyć tą znajomość z wielkim happy endem. Ten ostatni dzień i noc być po prostu tylko z Tobą. I tak też się stało – od samego rana cudownie spędzaliśmy czas, a wieczorem tylko we dwoje kąpaliśmy się w morzu i kiedy wszyscy kryli się pod dachem, my bez koszulek tańczyliśmy w deszczu gorąco się całując! To byłoby najpiękniejsze zakończenie tej miłosnej przygody, gdyby nie to, że zaprosiłeś mnie do siebie ropoczynąc kolejny rodział naszej miłosnej opowieści… I mimo, iż bałam się rozczarowania i kolejnego zawodu miłosnego, postanowiłam zaryzykować. Trzy dni po powrocie do Sanoka powiedziałam wszystkim, że muszę załatwić ważne sprawy na uczelni w Krakowie, a tak naprawdę jechałam do Ciebie. Zakochałam się! Choć wtedy jeszcze myślałam, że to niemożliwe… to jednak - po 19 dniach od momentu kiedy pierwszy raz się zobaczyliśmy, zostaliśmy parą. I tak jesteśmy nią do dzisiaj, żyjąc pod wspólnym dachem i przeżywając kolejne cudowne przygody, które kiedyś również będziemy mogli ubrać w piękne wspomnienia… ;)

 

 

Panna Joanna

Ps: Pokochałam w Tobie Twoją radośćżycia, poczucie humoru i to, że zawsze dbałeś o to, abym dobrze czuła się w Twoim towarzystwie.  Cieszyłam się na myśl, że kochasz podróże, a moje marzenia, szalone plany i chęć posiadania piątki dzieci są dla Ciebie czymś zupełnie normalnym. Zaimponowałeś mi swoją pasją do koszykówki,  dojrzałym podejściem do życia i tym, że z wyjątkową cierpliwością czekałeś na spotkanie kogoś wyjątkowego w swoim życiu, aby móc otworzyć swoje serce J

Dziękuję E. !

Kocham Cię !

Masz problem w związku?
Chciałbyś poprawić swoje relacje  z partnerem?
Marzysz o tym, aby ożywić Wasze życie seksualne?
Potrzebujesz profesjonalnej porady psychologicznej?  Inspiracji? Zwykłej rozmowy?
Interesuje Cię pojedyncza konsultacja? A może kilka spotkań online?
*Pierwsza konsultacja 30 min - darmowa
*Kolejne spotkania - według cennika
Nie czekaj! Zapytaj o Drogę!
Napisz do mnie za pomocą poniższego formularza lub na adres: poradniaonline.kontakt@gmail.com
Pozdrawiam ciepło,
Panna Joanna
Ps: Gwarantuje anonimowe konsultacje.
Wysyłając ten formularz, akceptujesz naszą Politykę prywatności.

Joanna Karnas

Jestem psychologiem ze specjalizacją rodzinną.
Trenerem relacji damsko-męskich.
Pasjonatką życia, a przede wszystkim MIŁOŚCI !
Zapraszam Cię w podróż po tej krainie. Być może odnajdziesz drogowskaz idealnie pasujący do Ciebie!