DLA

NIEJ

 

IDŹ

DLA

NIEGO

 

IDŹ

  951like
  350Wasze listy
 50Artykuły
  310Godziny szkoleń

poradnia ONline

Seks

Zwiększ satysfakcję z Waszych relacji intymnych

więcej

Seks

Zdrowe relacje

Zbuduj zdrowe i satysfkacjonujące Was oboje relacje

więcej

Zdrowe relacje

Wspólny Czas

Najlepsze pomysły na wspólnie spędzony czas

Więcej

Wspólny czas

 

zakochani trzymaja sie za rece likely pl 3b70727e

 

Jak pewnie zauważyliście, nie pisałam już ponad 20 dni… i chociaż plan był zupełnie inny, niestety w nadmiarze „podróży”, które miały miejsce w ostatnim czasie, wena gdzieś sama uciekała mi przez palce. Nie żebym nie napisała nowego artykułu, a i owszem… jednak pierwszy raz miałam nieodparte wrażenie, że naskrobałam coś zupełnie beznadziejnego i tak też idąc za własnym duchem perfekcji, postanowiłam, że dam sobie jeszcze kilka dni oddechu… i wtedy usiądę przed komputerem i przekażę Wam coś treściwego, co warto przeczytać.

Ostatnimi czasy bezo pamiętania studiuję książkę Sue Johnson „Przytul mnie” i z każdą następną stroną, jestem zachwycona nie tylko jej treścią… ale przede wszystkim tym, że w końcu wiem, jaka metoda pracy z parami jest mi najbliższa i jaką drogą chcę dalej podążać.

Sue w swojej książce idealnie opowiada o tym skąd biorą się wszystkie problemy w naszych związkach… i nie ważne czy kłócimy się o obowiązki, dzieci, seks, zazdrość, itd.… wszystkie one mają identyczne podłoże… zachwiane poczucie bezpieczeństwa naszej więzi skumulowane we wszystkich emocjach jakie w nas siedzą. Miłość to wcale nie wymiana dóbr, miłość partnerska to więź – bardzo podobna do tej, która powinna łączyć nas w dzieciństwie z naszym opiekunem. A postrzeganie jej właśnie w taki sposób poszerza naszą perspektywę, która umożliwia nam zrozumienie wielu toksycznych wzorców, które nagminnie powtarzamy w naszych dorosłych relacjach.

Pamiętacie Waszą ostatnią kłótnię? Kto ją zaczął? Kto krzyczał? Kto krytykował? Kto milczał? Kto się odsunął? Kto i w jakim momencie zachował się właśnie tak, że wojna zaczęła się na dobre?

Dramatyczna wymiana zdań pomiędzy partnerami przebiega tak szybko i chaotycznie, że czasem po kłótni zupełnie nie pamiętamy jakie słowa padły… Jesteśmy tak sfrustrowani, że nie wiemy jak konstruktywnie reagować, gdyż wszystkie siedzące w nas emocje, po prostu biorą górę. I choć wydaje się, że nie da się wyjść z takiego koła, to w rzeczywistości jeśli obydwoje zwolnimy, to z pewnością zauważymy punkt zwrotny i możliwe warianty kompromisu. Zauważ… rozpoczynacie sprzeczkę od zwykłych, zupełnie przyziemnych spraw, a kończycie na ukrytej w słowach potrzebie bezpieczeństwa... bo naprawdę kłótnia o spóźnienia, wcale nie jest zwykłą pierdołą…  to tylko pretekst, do tego co kryje się w głębi nas… - lęk, strach przed utratą więzi z partnerem. Dlatego też, tak ważne jest nauczenie się emocjonalnego wyczulenia na drugą osobę, patrzenie nie na pojedyncze fakty w kłótniach, ale na cały obraz sytuacji… na jej głębię.

Jeżeli więc i Wy przeżywacie niejednokrotnie trudne do opanowania konflikty, rozterki… które coraz częściej budują między Wami mur… koniecznie zachęcam Was do przeczytania właśnie tej książki, która stała się dla mnie dużą inspiracją do pracy…

Ale skupmy się! Praca nad związkiem i zbudowaniem naprawdę silnej i bezpiecznej więzi  (metodą, którą chcę pracować)  oparta jest na 7 ważnych „ rozmowach” z partnerem – po to, aby odnaleźć, wyeliminować i zastąpić negatywne wzorce, tymi naprawdę konstruktywnymi, które sprawią, że konflikty w przyszłości będą mniej bolesne dla Waszej dwójki, a co najważniejsze o wiele  szybciej rozwiązywane…

Jeśli potraficie to obecnie, to wspaniale! Oby tak dalej… Jeśli jednak ostatnimi czasy czujecie, że przydałoby się Wam wsparcie do nawiązania bezpiecznej relacji z partnerem to najprawdopodobniej utknęliście w jednym z trzech podstawowych modelach, które autorka książki nazywa „szatańskimi dialogami”…

Add a Comment

 

kobieta mężcyzna obowiązkidomowe

 

 

K: On nic nie robi w domu. Ja wstaję rano, szykuję dzieci, robię kanapki, idę do pracy – wracam, gotuję, lecę na zakupy i potem sprzątam, bo wiesz ja lubię jak jest czysto w domu?

J: Ale jak to tak zupełnie nic? Nie poczuwa się, że to też jego dom, że jest dorosłym facetem, że też powinien mieć jakieś obowiązki.

K: Coś Ty! Wszystko jest na mojej głowie. On mi tylko dowala roboty – rozrzuca rzeczy, nie odkłada na miejsce, jak coś gotuje to więcej zrobi bałaganu niż nagotuje jedzenia…

J: To może taki grafik wymyśl?! Wiesz dla całej rodziny. Powiesisz na lodówce i każdy będzie miał w danym tygodniu swoje obowiązki domowe. Takie uporządkowanie , zapisanie i niewydawanie ciągłych poleceń, może pomóc – stwierdziłam swoim psychologicznym tonem.

K: No nie! Ty nie wiesz jak to jest. Jak ja mu mówię, żeby on coś zrobił i od „biedy” weźmie i zrobi, dajmy na to poodkurza czy umyje naczynia... to ja i tak później muszę poprawiać, przestawiać – nic nie jest tak jakbym chciała. Jak go wysyłam na zakupy to i tak kupi najdroższe produkty, albo zapomni czegoś. To ja już wolę sama. Rozumiesz mnie?

J: Nie…

K: Nie?! Jak to nie – zdziwiła się. Np. ostatnio było malowanie domu – wiesz ja się na tym nie znam, ale on też nie... ale jak widziałam jak on to robi, to ja już stwierdziłam, że sama to lepiej wymaluję. Czaisz?

J: Nie…

K: Ty jesteś jakaś dziwna. To ile mam Ci podać jeszcze przykładów na to, że po prostu wkurza mnie to, że on nic nie robi w domu.

J: A to nie jest tak, że nawet jakby chciał to i tak w rezultacie woli nic nie robić, bo będziesz go krytykować albo po nim poprawiać?

K: Ale przecież ja tak nie robię – wyparła się z całkiem poważną miną (jakby naprawdę sama wierzyła w swoje słowa).  Bo ja bym chciała, żeby on… ale jak ja widzę, jak on… to już wolę sama.

J: Może zaczniemy tą rozmowę jeszcze raz i Cię nagram, posłuchasz siebie i wtedy zadam Ci kilka pytań…

K: Ale po co?!

Add a Comment

 

wspolne mieszkanie

Ja i mój Ex (nie lubię tego słowa, ale na potrzeby artykułu muszę czasem go użyć) mieliśmy po 19 lat, kiedy zdecydowaliśmy się zamieszkać razem. Byliśmy na pierwszym roku studiów i wydawało nam się, że to naprawdę idealny pomysł… a może tylko mi się tak wydawało? Kiedy w dniu moich 18-nastych urodzin „rzucił” taką a nie inną deklarację byłam zachwycona…   i chociaż rok później przejawiał ton „zwątpienia” we wspólną zabawę w dom , ja zupełnie tego nie słuchałam… Przecież od chwili jakże w moim mniemaniu ważnej deklaracji zdążyłam już zaplanować wygląd całego pokoju – zasłonki, pościel, dywanik, lampki, kubeczki na herbatę… i tak zaślepiona tymi swoimi wyobrażeniami, nie dopuszczałam do siebie ani głosu rozsądku (który wybrzmiewał z ust ciotek, babć, doświadczonych wspólnym mieszkaniem we wczesnych latach znajomych).  No i stało się zamieszkaliśmy razem… ja, on i 6 innych chłopaków na wspólnych 130 m2.

I chociaż nie był to typowy scenariusz mieszkania pary - ala kiepska komedia romantyczna… nie było nam łatwo… a właściwie było naprawdę ciężko, a te dobre strony wspólnego mieszkania zdecydowanie zostały zdominowane przez złe… A pewnego dnia naprawdę zaczęliśmy się męczyć wspólnym towarzystwem…

Ja chciałam być jak przykładna „żona”, która łączy naukę z pracą, gotowaniem, sprzątaniem i spędzaniem czasu ze swoim „mężem”… on natomiast chciał łączyć naukę z zabawą (i wcale nie chodziło o wiksy do rana, ale po prostu o takie zwykłe studenckie picie piwa, granie na komputerze i mieszkanie z kumplami, dla których porozrzucane skarpetki to norma, a sterta brudnych naczyń od podłogi do sufitu to naprawdę nic dziwnego) z  randkowanie ze mną kilka razy w tygodniu.  I nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że nasze oczekiwania po prostu wciąż się mijały… aż w końcu minęły się na zawsze.

On nie był jeszcze gotowy na zaplanowaną przeze mnie „zabawę w dom”, na odpowiedzialność za wspólne mieszkanie, za NAS… A ja?! „Byłam taka idealna, taka staranna i ogólnie wszystko robiłam dobrze” …  - serio uważałam, że nie popełniam żadnych błędów. Czułam się dorosła i rozsądna, a jego miałam za dużego chłopca, który powinien się zmienić – być prawdziwym facetem, który wie czego chce, dla którego liczę się przede wszystkim ja i nasz „dom”, a nie jakieś wyimaginowane moim zdaniem potrzeby bycia (życia) z kumplami, infantylne zabawy i szeroko pojęty „luz” w każdej dziedzinie życia.

Z biegiem lat, kiedy o tym pomyślę chce mi się śmiać… i to nawet nie z całej sytuacji, ale przede wszystkim z samej siebie… bo wiem, że ani nie byłam taka perfekcyjna jak myślałam, ani równie wystarczająco dojrzała na wspólne zamieszkanie razem…Wiem jednak, że dzięki tej próbie (i kilku innym ;)) zdałam sobie sprawę, że po prostu nam się nie uda, a kolejne wzajemne starania i tak skończą się fiaskiem, ponieważ i ja i on byliśmy w zupełnie różnych etapach życia… a jako związek byliśmy „za młodzi” na taki krok, jakim jest dojrzała nauka bycia we dwoje.

Add a Comment

   

1

 

Do tego tematu zbierałam się już od dawna, ale zawsze jakoś pojawiało się coś innego, coś ważniejszego o czym chciałam napisać i tak „zazdrość” wpadała znowu do pliku o nazwie „później”. Dzisiaj jednak zainspirowana spotkaniem w Instytucie Pomocy Profesjonalnej, a także licznymi listami od Was właśnie o tej tematyce, na które było mi dane odpisywać w długi czerwcowy weekend… postanowiłam uczynić z niej priorytet i napisać właśnie o tym „wstrętnym innym” i „paskudnej innej”, którzy odbierają nam apetyt, zaburzają piękne sny i powodują morze konfliktów w naszym „idealnym związku”!

Mogłabym teraz napisać oczywiście, że przerysowuję sytuację, ale wiem jak jest! Wcale jej nie podkolorowuję i choć w niektórych związkach istnieje tzw. „zdrowa zazdrość”, to w innych toksycznie zazdrośni partnerzy niszczą całe piękno relacji.

Zazdrość łączona jest z miłością od niepamiętnych czasów, jest „problemem”, który nęka każdy związek przynajmniej od czasu do czasu. Jeśli jednak zbyt często w nim gości, może w końcu doprowadzić do jego rozpadu.

Kiedy myślimy o zazdrości w związku, zazwyczaj przed oczami staje nam zazdrosna i zaborcza kobieta, która sprawdza telefon, skrzynkę mejlową, wącha ciuchy, grzebie po kieszeniach i robi kolosalne wręcz awantury o telefon od dawnej koleżanki lub wyjazd w kolejną delegację…. Ale w rzeczywistości „sprawa” ta dotyczy obu płci tak samo! Bardzo często słyszę od swoich znajomych, jak awantury tego typu urządza właśnie mężczyzna – tylko po prostu mniej się o tym mówi, a jak już to o skrajnych przypadkach, w których z powodu zazdrości dochodzi do aktów przemocy psychicznej i fizycznej.

Zazdrość w związku jest na tyle powszechna, że możemy znaleźć o niej naprawdę wiele treściwych artykułów, a o tym jak z nią walczyć jeszcze więcej!

I choć większość poradników, czasopism, a nawet wielu znanych psychologów wiąże ją z niskim poczuciem własnej wartości, z uzależnianiem własnej oceny od tego jak widzi nas partner, z chęcią „życia w symbiozie”, z negatywnymi doświadczeniami po poprzednich związkach, z toksycznymi relacjami w domu rodzinnym… to tak naprawdę zazdrość może być też po prostu środkiem komunikacji między partnerami! Zanim jednak ocenisz, czy to właśnie taką rolę pełni w Twoim związku, zbadaj istnienie tych wcześniej wymienionych przyczyn… i zrozum najważniejsze – ona nie bierze się od tak, z czyjegoś wymysłu… taki „zazdrośnik” czy „zazdrośnica” nie obudzili się pewnego dnia rano i stwierdzili, że od dzisiaj będą zazdrośni i tą całą zazdrością zatrują życie Tobie i sobie… zazwyczaj problem tkwi dużo głębiej w nich samych… a czasem w was obydwojgu.

Add a Comment

Masz problem w związku?
Chciałbyś poprawić swoje relacje  z partnerem?
Marzysz o tym, aby ożywić Wasze życie seksualne?
Potrzebujesz profesjonalnej porady psychologicznej?  Inspiracji? Zwykłej rozmowy?
Interesuje Cię pojedyncza konsultacja? A może kilka spotkań online?
*Pierwsza konsultacja 30 min - darmowa
*Kolejne spotkania - według cennika
Nie czekaj! Zapytaj o Drogę!
Napisz do mnie za pomocą poniższego formularza lub na adres: poradniaonline.kontakt@gmail.com
Pozdrawiam ciepło,
Panna Joanna
Ps: Gwarantuje anonimowe konsultacje.
Wysyłając ten formularz, akceptujesz naszą Politykę prywatności.

Joanna Karnas

Jestem psychologiem ze specjalizacją rodzinną.
Trenerem relacji damsko-męskich.
Pasjonatką życia, a przede wszystkim MIŁOŚCI !
Zapraszam Cię w podróż po tej krainie. Być może odnajdziesz drogowskaz idealnie pasujący do Ciebie!