DLA

NIEJ

 

IDŹ

DLA

NIEGO

 

IDŹ

  951like
  350Wasze listy
 50Artykuły
  310Godziny szkoleń

poradnia ONline

Seks

Zwiększ satysfakcję z Waszych relacji intymnych

więcej

Seks

Zdrowe relacje

Zbuduj zdrowe i satysfkacjonujące Was oboje relacje

więcej

Zdrowe relacje

Wspólny Czas

Najlepsze pomysły na wspólnie spędzony czas

Więcej

Wspólny czas

 

Weszłam do przedziału… a on już tam siedział. Niezbyt wysoki, ale przy tym dobrze zbudowany… starszy Pan o najbardziej promienistych oczach jakie widziałam w życiu… Lekko się uśmiechnął, zachęcając do wymiany kilku uprzejmości i nic nie znaczących zdań o pogodzie…

Jednak po chwili kiedy rozsiadłam się wygodnie, zaczęliśmy od razu rozmawiać… od tak, o życiu…. Miał 67 lat i jechał do sanatorium, pomyślał, że do mnie zagada, bo „wie Pani… człowiek wie, kiedy drugiemu dobrze z oczu patrzy, a Pani patrzy tak dobrze, że aż człowiek by Pani zawierzył wszystkie tajemnice…”. Uśmiechnęłam się szeroko, mając w głowie moją podróż z przed kilku tygodni, kiedy też prowadziłam darmową kozetkę w pociągu dla Pani w średnim wieku, jej męża i 5 letniej córki…

No i się zaczęło… po kilku godzinach rozmowy znałam już całą rodzinę starszego Pana, a nawet jego najskrytszą i najbardziej bolesną historię życia…

 - Wie Pani, bo człowiekowi to tak źle samotnie żyć na świecie…  - powiedział smutno w pewnym momencie naszego dialogu.

- Samotnie…? – zapytałam, chcąc dokładnie zrozumieć co ma na myśli.

- No tak… wie Pani, bo ja z żoną w separacji żyję… już od 10 lat. Wie Pani… za płotem! Aż się człowiekowi serce kraja… – powiedział z lekko zawiedzionym głosem.

- Bardzo mi przykro, że Pana to spotkało… Ale co ma Pan właściwie na myśli, mówiąc „za płotem”? – zapytałam zaciekawiona.

- No ja i małżonka dom w dom mieszkamy… Ja kiedyś wybudowałem obok starego domu, nowy… bo rodzina się powiększała. A teraz ja zostałem w tym starym sam jak palec, a żona z ostatnim synem i jego żoną mieszkają w tym nowym za płotem – wytłumaczył.

- To musi być dla Pana trudne w takim razie. 10 lat mieszkać dom w dom z kimś, z kim właściwie się nie jest, ani nie ma się rozwodu… To taki stan zawieszenia… bo chyba tak można nazwać tę całą separację między Państwem… - odparłam, okazując zrozumienie dla jego problemu.

- Wie Pani… ja próbowałem, chodziłem, rozmawiałem, żebyśmy sobie przebaczyli… żeby ona mi przebaczyła… przecież sobie przysięgaliśmy kiedyś… - zawiesił głos, a po chwili dodał: - Nie jeden był taki, co miał kochankę i sobie przebaczyli i teraz żyją dalej ze sobą, są szczęśliwi…

- Tzn. że Pan zdradził małżonkę? – zapytałam dosyć wprost, choć mocno niepewna czy powinnam.

- Raz… wie Pani. Raz z największej głupoty…. I nigdy więcej bym tego nie zrobił, gdyby dała mi szansę… pozwoliła wrócić. A wie Pani oni po 10 latach, żeby mnie kiedyś tam na obiad zaprosili… Ja noszę tam jedzenie… dla niej, dla syna, dla wnuków… to kurę ubiję, to kartofli nazbieram… wszystko im noszę, a oni nawet przy sobocie mnie na obiad nie zawołają… Nawet nie ona, ale dzieci by powiedzieli „Tato ta chodź tu trochę do nas… przyjdź na obiad po Kościele…”. Ale nie to nie… ja sobie radzę wie Pani… gotuję, piorę, ale samemu człowiekowi ciężko na duszy… - powiedział drżącym głosem… ocierając ukradkiem łzy.

Zapadła chwila ciszy. Miałam mieszane uczucia… Nie wiem dlaczego, ale nie było mi żal ani trochę jego żony… (a przecież  jako kobieta choć trochę „w głowie” powinnam się z nią solidaryzować, w końcu bezczelnie ją zdradził! )  … było mi żal jego i ich małżeństwa… tego, że dwoje ludzi, których kiedyś połączyła miłość, teraz łączy tylko (a może aż) wspólne ogrodzenie i żadne z nich tak naprawdę nie może być szczęśliwe….

- Potrafię sobie wyobrazić jak może się Pan czuć, ale też nie można dziwić się małżonce… Skoro nie potrafi Panu przebaczyć, wciąż czuje się głęboko zraniona…  - odpowiedziałam, chcąc dać zrozumienie dla jego drugiej połowy.

- Eh… ale to trwa już 10 lat… rozumie Pani? 10 lat…. – podniósł obie ręce, pokazując wymownie na palcach liczbę dziesięć.

- I przez te 10 lat nie próbował Pan ułożyć sobie jakoś życia na nowo? Skoro małżonka nie potrafi przebaczyć, to może warto byłoby na stare lata jednak mieć kogoś bliskiego w domu, przy sobie? – uświadamiając sobie w głowie co zaszło w moim życiu przez ostatnie 10 lat… zapytałam ze zdziwieniem.

- Wie Pani… ja to może nawet i bym chciał… ale żona rozwodu mi nie da, bo to nie po chrześcijańsku wg. niej… a jakbym sobie jakąś przyjaciółkę tam sprowadził to cała rodzina by mnie wyklęła… więc jestem trochę w takiej sytuacji bez wyjścia… Ani przebaczenia od niej ani możliwości nowego startu… – wytłumaczył z ogromnym smutkiem.

- Brak przebaczenia też chyba nie jest po chrześcijańsku? – zapytałam z wyraźną irytacją w głosie na tą kobietę (wciąż nie wiedząc dlaczego…).

- No nie jest…. Ale jej nie przetłumaczy… zaparła się na amen – odpowiedział.

- A jak Pan właściwie tłumaczył? Powiedział Pan o swoich uczuciach? Przeprosił…? – zapytałam jednym tchem.

-  O uczuciach? Przeprosił? Hmmm… no wie Pani mówiłem o przebaczeniu… ale właściwe to wszystko. Ja prosty chłop jestem nie bawię się w takie nad wyraz ckliwości….- odparł, z głową odwróconą w stronę okna, jakbym zaczęła go trochę irytować.

- Wie Pan.. czasem właśnie chodzi o to ckliwe przepraszam… kocham… od tak, żeby ktoś wiedział, żeby mógł na nowo poczuć się bezpiecznie – wytłumaczyłam ciepłym, nieco już zmęczonym głosem.

- „Przepraszam…” - powtórzył jakby w eter i na chwile zamilkliśmy.

Potem rozmawialiśmy jeszcze chwilę o możliwościach rozwiązania tej sytuacji, o wartościach jakie się z nimi wiążą i o tym czy w jego wieku warto zaczynać jeszcze raz… Kiedy jednak w głośniku zadźwięczał głos, który mówił „Następny przystanek Gdynia Główna”… musiałam zakończyć naszą rozmowę i powoli zbierać się do wyjścia. Pożegnałam więc serdecznie starszego Pana, a on złapał mnie za rękę i powiedział… „Wie Pani ja spróbuję jeszcze raz przeprosić… ja napiszę ten list co mi Pani doradziła… wyjaśnię jeszcze raz, napiszę co czuję (choć może być trudno, bo ja nigdy tego nie robiłem), a jak się nie uda… to nic… przynajmniej będę wiedzieć, że spróbowałem jeszcze ten jeden raz… dziękuję kochana Pani, powodzenia…” Uśmiechnęłam się szeroko odwzajemniając jego uścisk dłoni i dodałam na dowidzenia… „To ja Panu dziękuję…” i wyszłam….

Pociąg ruszył dalej… a ja wciąż myślałam o starszym Panu i o tym jakie piekło ludzie mogą sami sobie zgotować, nie rozstając się konstruktywnie… przeżywając rozpad związku bez wsparcia, nie dając szansy drugiej osobie, a przede wszystkim samej/samemu sobie na nowe wciąż szczęśliwe życie…

 

Jak więc żyć po zdradzie?

Z pewnością nie za płotem… nie w separacji przez 10 lat…. A w zależności od decyzji utrzymania lub przerwania relacji -  rozstać się lub próbować ratować związek, jeśli obydwie strony wyrażą taką chęć.

Oczywiście żadne z tych rozwiązań nie jest łatwe i wiąże się z ogromnym trudem… Sami zobaczcie jakim…

 

Trwanie

Jeśli mimo krzywdy jakiej doznaliśmy, postanawiamy dać ponowną szansę naszej relacji i zostać w związku, musimy przygotować się na trud i morze cierpliwości…

Osoba zdradzona czuje się ogromnie oszukana. Za swoją wierność i lojalność została ukarana zdradą. Godzi to w jej poczucie własnej wartości, a w głowie wciąż pojawiają się pytania typu: „W czym ona/on była/był lepsza/lepszy ode mnie?”, „Co takiego ma ona/on czego nie mam ja”?, „Czy to już koniec…?”. Zazwyczaj odruchowym pomysłem takiej osoby jest rozstanie… chce ukarać osobę, która ją zdradziła, chce odzyskać poczucie sprawiedliwości…. „Niech ma”, „Niech cierpi”… jednak po kilku dniach przychodzi refleksja, że szkoda tych 10 lat wspólnego życia… że może jeśli ona/on by chciała/chciał spróbować jeszcze raz wszystko naprawić, to udałoby się przezwyciężyć to co się wydarzyło….

… i faktycznie wielu parom się udaje…  ale wiąże się to z zaangażowaniem we wspólną pracę nad relacją i odbudową zaufania… często łącznie z podjęciem terapii, a przede wszystkim z wypracowaniem umiejętności przebaczenia i nie wypominania sobie tego co się wydarzyło…

Oczywiście początkowy lęk i obawy są zrozumiałym zjawiskiem i niewątpliwie należy dać ujście emocjom, które w Was siedzą…. ale jeśli naprawdę chcecie ratować Waszą relację, po fazie szoku, który towarzyszy również zdradzie, należy się wziąć do solidnej pracy!

Jest to ciężka praca, ponieważ zdradzona osoba szczególnie na początku uważa, że to ta druga  powinna się starać, zabiegać… no bo w końcu to on/ona zawinił/zawiniła. Ale czy faktycznie tak jest? Sam akt zdrady oczywiście leży po stronie zdradzającego, ale w większości przypadków do niewierności dochodzi w tych relacjach, które od dawna „gniją od środka”… zazwyczaj za sprawą obydwojga partnerów.  Dlatego jeśli zaczynamy od nowa… to zaczynamy razem, ja pracuję na sobą, Ty nad sobą… a razem pracujemy nad naszym związkiem, budowaniem bezpieczeństwa, zaufania i tym wszystkim, co utraciliśmy jeszcze PRZED zdradą!

Jeśli jednak nie jesteście w stanie przebaczyć partnerce/partnerowi, a Wasz wkład w odbudowę związku wiąże się jedynie z nieustanną kontrolą i ogromnym lękiem, który tylko potęguje kolejne konflikty… zastanówcie się nad tą drugą drogą… a mianowicie rozstaniem…

 

Rozstanie:

Jeśli  decydujecie się na rozstanie z pewnością nie będzie to dla Was łatwa decyzja, która w wielu przypadkach (szczególnie wtedy,  kiedy to jedno z Was zdecyduje się na odejście…) będzie przeżywana bardzo podobnie jak żałoba po rzeczywistej stracie kogoś bliskiego.

Żałoba po rozpadzie związku może przebiegać w następujących fazach:

1.       Faza szoku/zaprzeczania – początkowo możemy odczuwać chwilową ulgę, ale wraz z mijaniem kolejnej godziny i uświadamianiem sobie tego, że właśnie zostawiamy za sobą kilka a nawet kilkanaście lat wspólnego życia… zaczyna się niedowierzanie. Jest to dla nas duży szok… nie możemy uwierzyć, że przytrafia się to akurat nam… „takiemu jakby nie patrzeć, dobremu małżeństwu”. Wtedy często zaczynamy chronić swoje własne emocje… twierdząc, że może to jeszcze nie taka ostateczna decyzja, że może jeszcze uda się coś odkręcić… a może właściwie to tylko zły sen, z którego uda się nam obudzić?! Pojawia się ogromne rozdarcie i związane z nim cierpienie duchowe ale i tzw. objawy psychosomatyczne… ból brzucha, zawroty głowy, duszności, brak apetytu, bezsenność….

2.       Faza ratowania związku – to czas, w którym zazwyczaj towarzyszy nam jeszcze dużo nadziei na powrót do dawnej relacji. Zazwyczaj osoba porzucona próbuje podtrzymać kontakt… pisze, dzwoni, domaga się kontaktu i trudnych rozmów, które bardzo często tylko potęgują cierpienie obydwu stron.

3.       Faza uświadomienie sobie straty – to etap ogromnego bólu, smutku, gniewu i rozczarowania. To właśnie w tej fazie najbardziej cierpi nasze poczucie własnej wartości… Obniżony nastrój, naprzemienne napady płaczu i rzucanie się w wir obowiązków to normalne zachowania na tym etapie, w którym człowiek zaczyna rzeczywiście żegnać się ze swoją relacją.

4.        Faza analizowania przeszłości - to okres głębokich refleksji nad tym co się wydarzyło. To czas spojrzenia na rozstanie z większego dystansu, etap racjonalizacji niezbędnych do zamknięcia tego rozdziału swojego życia. To faza, w której powinno pojawić się też  wybaczenie... które często jest ważne nie dla osoby, która nas zdradziła czy porzuciła… ale dla nas samych, aby za jakiś czas móc na nowo zaufać drugiej osobie. Jest to też czas inwestycji we własną zmianę, w rozwój, pracę nad sobą i swoje poczuciem własnej wartości, co pozwala skupić się na teraźniejszości i otworzyć się na przyszłość…

5.       Faza gotowości do wejścia w nowy związek – to etap ostatni, do którego konieczne jest właściwie przejście poprzedniej fazy. Towarzyszący nam jeszcze lęk i brak ufności przed wejściem w nowy związek są całkiem normalnym zjawiskiem. Wraz z rozwojem znajomości i naszą nieprzerwaną pracą nad sobą po jakimś czasie znikną wszystkie negatywne uczucia, budując w nas gotowość do ponownego zakochania się.

 

*Ważne jest, aby na każdym z tych etapów towarzyszyło nam wsparcie najbliższych lub specjalisty, który pomoże nam przejść trudną drogę i zacząć na nowo cieszyć się życiem!

I niezależnie od tego jaką drogę wybierzesz, zrób wszystko, aby dać sobie szansę na szczęście! Bo pomimo wielu trudnych doświadczeń jakie towarzyszą naszemu życie… każdy z nas może zacząć od nowa… !

A Wy co myślicie? Jakie są Wasze doświadczenia z rozstaniami? A może chciałybyście podzielić się swoimi historiami?

Zachęcam również do przeczytania innego artykułu na temat zdrady: Zdradziłeś? Nie mów! Siedź cicho!

Panna Joanna

Ps: Jeśli przeżywasz kryzys po rozstaniu z chęcią pomogę Ci w przejściu tej trudnej drogi. Nie czekaj… skorzystaj z darmowej konsultacji online i umów się na pierwszą wizytę przez Skypa!

 

 

Masz problem w związku?
Chciałbyś poprawić swoje relacje  z partnerem?
Marzysz o tym, aby ożywić Wasze życie seksualne?
Potrzebujesz profesjonalnej porady psychologicznej?  Inspiracji? Zwykłej rozmowy?
Interesuje Cię pojedyncza konsultacja? A może kilka spotkań online?
*Pierwsza konsultacja 30 min - darmowa
*Kolejne spotkania - według cennika
Nie czekaj! Zapytaj o Drogę!
Napisz do mnie za pomocą poniższego formularza lub na adres: poradniaonline.kontakt@gmail.com
Pozdrawiam ciepło,
Panna Joanna
Ps: Gwarantuje anonimowe konsultacje.
Wysyłając ten formularz, akceptujesz naszą Politykę prywatności.

Joanna Karnas

Jestem psychologiem ze specjalizacją rodzinną.
Trenerem relacji damsko-męskich.
Pasjonatką życia, a przede wszystkim MIŁOŚCI !
Zapraszam Cię w podróż po tej krainie. Być może odnajdziesz drogowskaz idealnie pasujący do Ciebie!