DLA

NIEJ

 

IDŹ

DLA

NIEGO

 

IDŹ

  951like
  350Wasze listy
 50Artykuły
  310Godziny szkoleń

poradnia ONline

Seks

Zwiększ satysfakcję z Waszych relacji intymnych

więcej

Seks

Zdrowe relacje

Zbuduj zdrowe i satysfkacjonujące Was oboje relacje

więcej

Zdrowe relacje

Wspólny Czas

Najlepsze pomysły na wspólnie spędzony czas

Więcej

Wspólny czas

 

Spotykałam się z nimi przez kilka dobrych lat… on był moim dobrym znajomym, a ona jego wymarzoną (przynajmniej na początku) dziewczyną.  Wspólne kolacje, wypady do kina, wzajemne odwiedziny, imprezy… wiecie wszystko w klimacie podwójnych randek  ;) Naprawdę myślałam, że to para, z którą zaprzyjaźnimy się na lata… i pewnie tak by się stało, gdyby nie mój niewyparzony język, który jakoś tak sam zaczął kłapać podczas wspólnych wakacji w Barcelonie…

To chyba musiało zacząć się na którymś z naszych pierwszych wspólnych spotkań, ale jeszcze wtedy myślałam, że to po prostu zwykłe sprzeczki, które przecież zdarzają się w każdym, nawet szczęśliwym związku. A jednak… po pewnym czasie ich konflikty zaczęły przybierać  na wadze! Powiedziałabym – kłócili się o wszystko… ale byłoby to zupełnie nieadekwatne do tego, co tak naprawdę działo się między nimi. Zawsze zaczynało się od tego samego – od jej niezrozumiałego focha, przeradzającego się w morze pretensji i krytyki w stosunku do niego, a kończyło na tym, że skonsternowani kolejną poważną rozmową – szliśmy do domu.

Dziewczyna mojego znajomego po 2 latach ich związku zaczęła być jak bomba, która tylko czyhała na chwilę, w której zasadnie będzie wybuchnąć…

- kiedy chciała by on złapał ją za rękę – warczała, że tego nie robi, zamiast po prostu chwycić go sama…

- kiedy się źle czuła, a on chciał ją przytulić – warczała, że to chyba nie na miejscu, tak w towarzystwie obnosić się z czułościami…

- kiedy miała jakąś zachciankę – warczała, żeby natychmiast ją spełnił, a kiedy odmawiał rzucała wiązanką najgorszych wyzwisk jakie tylko można sobie wyobrazić…

- kiedy on ją o coś prosił – warczała, że jest leniwy…

- kiedy szliśmy na półmetek studiów, wesele wspólnych przyjaciół, sylwestra – warczała, że ma niedopasowaną koszulę, złą fryzurę, nieodpowiednie perfumy i to na tyle zasadny powód, aby nie tańczyć z nim przez cały wieczór…

- warczała praktycznie zawsze i wszędzie… a jak nie warczała to nie odzywała się w ogóle…

W pewnym okresie nawet wydawało mi się, że się nawróciła i zaczęła być po prostu miła… - jednak to było tylko złudne życzenie...

- bo kiedy pojechaliśmy na wspólne wakacje… -  zaczęła warczeć na niego znowu. Za co? Za to, że na głos pochwalił się, że wraz ze swoją grupą taneczną dostał się do kolejnego etapu konkursu breakdancowego… warczała i śmiała się, że to pewnie przypadek, że przecież „cała ta ich grupa jest słaba… a on przecież wcale tak dobrze nie tańczy”. Nie wierzycie?! Ja też nie mogłam… szczególnie wtedy, kiedy zobaczyłam te jego smutne oczy… I właśnie wtedy wybuchłam!

Miałam dosyć! Bolała mnie głowa od tej toksycznej atmosfery… tej krytyki, tego braku szacunku, który okazywała mu przy każdej możliwej okazji…  Tego, że traktowała go jak coś najgorszego, co przytrafiło się jej w życiu. Tego, że odkąd ją poznał z dnia na dzień robił się coraz „mniejszy”, „cichszy”... tak jakby uchodziło z niego życie.

Wygarnęłam jej wszystko, co o niej myślałam… wszystko co uzbierałam przez te lata „platonicznych” rozmów, które niejednokrotnie prowadziłam w głowie, a których przeprowadzenia w rzeczywistości zabraniał mi on!

I jak się pewnie domyślacie…  z wakacji wróciliśmy osobno. Ale za to może zszokuje Was informacja, że  właśnie dziś (po kilku dobrych latach) dostałam od niej smsa o treści: „dziękuję J”.

Nie wiem kiedyś dostała olśnienia… czy w ogóle miała czas na refleksję … - wiem tylko tyle, że nie żałuję. Bo chociaż przez pewien czas mieli we mnie swojego wspólnego wroga, to  pół roku po naszych wspólnych wakacjach, on miał już inną (podobno wspaniałą) dziewczynę, z którą teraz planuje huczne wesele…

 

Krytyka Partnera…

Jeden ze znanych amerykańskich psychologów – John Gottman prowadził wieloletnie badania dotyczące przyczyn rozpadu związków. W jednych z nich wyróżnił cztery główne czynniki, na podstawie których, z ponad 90% precyzyjnością mógł przewidzieć czy dana para rozstanie się czy też nie. Są to (w kolejności pojawiania się): krytycyzm wobec partnera, pogarda, postawa obronna i dystansowanie się, które jak twierdził autor, prędzej czy później doprowadzają do związkowej apokalipsy.

I choć wiadomo nie od dziś, że we wszystkich związkach zdarzają się gorsze chwile, które powodują ogromne wzburzenie emocjonalne i lawinę przykrych słów – to są to jednak sytuacje, które przy dobrych chęciach dwojga partnerów da się zmienić! Nie można tego jednak powiedzieć o tych parach, gdzie jeden z partnerów niezależnie od sytuacji, jest wiecznie krytykujący, chłodny i niezadowolony z życia.  Wysysając energię, podcinając skrzydła i karmiąc się udowadnianiem swojej wyższości nad partnerem, sprawiają, że wszelkie próby pracy nad zmianą są bardzo ciężkie i niejednokrotnie kończą się fiaskiem.

Bo przecież w bliskiej relacji każdy chce czuć się kochany, potrzebny, doceniany i akceptowany. Gdy te podstawowe potrzeby nie są zaspakajane – związek po prostu umiera.

Krytykując drugą osobę pokazujemy jemu/jej, że nie zgadzamy się na to, aby był/była sobą. Im częściej przekazujemy partnerowi negatywne komentarze, tym on/ona czuje się coraz gorzej ze samym/samą sobą, a w konsekwencji wpada w ogromne poczucie winy, z którym nieodłącznie wiąże się niskie poczucie własnej wartości . A odpowiedzią na te czynniki są: atak albo milczenie, które sprawiają, że zakochani  w sobie wcześniej ludzie, zaczynają coraz bardziej dystansować się od siebie.

 

Powód…?

Zazwyczaj krytykują Ci, którzy sami niejednokrotnie doświadczyli takiej postawy w domowym środowisku. Kiedy małe dziecko jest krytykowane czuje się złe, odrzucone, niewarte miłości… a jedyną drogą do poradzenia sobie z tymi trudnymi emocjami, jest utożsamienie się z rodzicem i to zazwyczaj z tym, który jest agresorem, tzw. „identyfikacja z agresorem”, która polega na tym, że dziecko najpierw zaczyna krytykować siebie samego, a  potem, aby uchronić się przed krytyką, która kojarzy się jej/jemu z odrzuceniem - poszerza swoją krytyczną postawę na innych.

Taki mechanizm obronny to nadzieja agresora na to, że krytykowany w końcu naprawdę zareaguje w negatywny sposób, a wtedy on będzie już tylko mógł mniej lub bardziej świadomie utwierdzić się w swoich krytycznych słowach – czując się pozornie lepszą i bardziej wartościową osobą.

 

Reakcja?

Tak jak pisałam wyżej – zazwyczaj na krytykę partnera reagujemy atakiem albo permanentnym milczeniem, które prędzej czy później sprawiają, że relacja zaczyna „gnić”, aż w końcu nadaje się tylko do „wyrzucenia”…

 Jeśli więc po pewnym czasie trwania swojej relacji, zauważysz, że „krytyka” bierze górę nad pozytywną komunikacją – powiedz temu stop! Nie przyzwyczajaj się do słów, które Cię dotykają, ranią czy ośmieszają… nie łudź, że to minie od tak…

 

Wprowadź zmiany… ale nie zaczynaj od " osoby agresora", ale od samego/samej siebie!

- naucz się asertywnej komunikacji –  jeśli się nie zgadzasz z opinią partnera powiedz: „To Twoja opinia, ja się z nią nie zgadzam”.

-mów o swoich uczuciach – jeśli słyszysz bolesną krytykę powiedz: „Bardzo boli mnie to, kiedy tak do mnie mówisz”, „Sprawiasz mi przykrość tymi słowami”, „Twoje opinie budzą we mnie złość”.

-  nie porównuj go/jej do krytykującego rodzica – nawet jeśli czujesz, że to powód jego/jej negatywnych zachowań w stosunku do ciebie - odnajdź w nim/w niej takiego człowieka jakim jest naprawdę – jego/jej zalety i możliwości, za które będziesz mógł/mogła chwalić swoją drugą połowę.

- inicjuj szczere rozmowy o Waszych wzajemnych potrzebach i pragnieniach, które pozwolą Wam ustalić nowe wspólne reguły „pozytywnej komunikacji” i  „konstruktywnej krytykii”.

- DBAJ O SIEBIE – nabierz dystansu do obraźliwych słów partnera. Dla siebie samej bądź nadal pełny/pełna miłości i akceptacji!

Warto spojrzeć na takiego „agresora” ze zrozumieniem i współczuciem, pamiętając o tym, że właśnie poprzez krytycyzm próbuje w nieudolny sposób zyskać naszą uwagę i miłość. Jednak przy tym wszystkim nie można zapomnieć o szacunku do samego/samej siebie!

Jeśli mimo wieloletnich prób, dawania bezwarunkowej miłości i akceptacji (które są  głównym motorem do zmiany dla takiej osoby) – nic się nie zmienia, a my sami czujemy ogromny ścisk serca przepełnionego żalem i nieszczęściem – nie bójmy się skorzystać z pomocy specjalisty… a w radykalnych przypadkach – po prostu odejść… od tego, co nam nie służy i wiecznie ciągnie w dół!

 

Panna Joanna

 

A Wy co sądzicie?

 Znacie pary, gdzie dominuje krytyka i ciągłe poniżanie siebie nawzajem?

A może sami doświadczyliście podobnych sytuacji w swoim życiu?

 

Ps: I może to znane wszystkim słowa, to jestem ich wielką fanką… „Prawdziwa miłość do drugiego człowieka… zaczyna się od miłości do samego siebie” J

Masz problem w związku?
Chciałbyś poprawić swoje relacje  z partnerem?
Marzysz o tym, aby ożywić Wasze życie seksualne?
Potrzebujesz profesjonalnej porady psychologicznej?  Inspiracji? Zwykłej rozmowy?
Interesuje Cię pojedyncza konsultacja? A może kilka spotkań online?
*Pierwsza konsultacja 30 min - darmowa
*Kolejne spotkania - według cennika
Nie czekaj! Zapytaj o Drogę!
Napisz do mnie za pomocą poniższego formularza lub na adres: poradniaonline.kontakt@gmail.com
Pozdrawiam ciepło,
Panna Joanna
Ps: Gwarantuje anonimowe konsultacje.
Wysyłając ten formularz, akceptujesz naszą Politykę prywatności.

Joanna Karnas

Jestem psychologiem ze specjalizacją rodzinną.
Trenerem relacji damsko-męskich.
Pasjonatką życia, a przede wszystkim MIŁOŚCI !
Zapraszam Cię w podróż po tej krainie. Być może odnajdziesz drogowskaz idealnie pasujący do Ciebie!